Kolejny nasz wyjazd. Zgodnie z założeniami tym razem w góry.. Po przeanalizowaniu możliwych kierunków wyjazdu postanowiliśmy udać się do Słowenii.
Oczywiście zaplanowanie dojazdu staje się z roku na rok coraz bardziej problematyczne.
Problemem są bilety na PKP. Niestety nie udało nam się kupić biletów na przejazd pociągiem do Wrocławia (a chcieliśmy to zrobić 3 tygodnie przed wyjazdem! ) Musieliśmy zmienić nasz plan podróży i pojechać pociągiem do Bydgoszczy a dalej Flixbusem do Wrocławia, gdzie mieliśmy przesiadkę do kolejnego autobusu do Pragi a następnie kolejnym zielonym autobusem do Mariboru..
Dodajmy tylko, że trzeba było również walczyć z Flixbusem, bo dostaliśmy informację, że wracając z przyczyn technicznych na części wykupionej przez nas trasy (Lubliana – Wrocław) autobus nie zabierze nam rowerów.. Po długich negocjacjach z przewoźnikiem jakoś udało się rozwiązać ten problem.

No to wyruszamy 🙂

W pociągu tym razem bez tłoku

Przygotowania do podróży autobusem

No i niespodzianka – bagażnik na rowery w autobusie zepsuty.. Na szczęście rowery zmieściły się do luku bagażowego..

W oczekiwaniu na autobus we Wrocławiu

Uff.. tu obyło się bez kłopotów.. rowery zapakowane

Do Pragi docieramy rano i mamy sporo czasu na przesiadkę więc w okolicy dworca autobusowego idziemy uzupełnić płyny bo temperatura bliska +30 stopni 😉

Ostatni etap dojazdu do Słowenii przebiegł bez problemu – rowery zapakowane i my też 🙂

Na dworcu w Mariborze pozostaje tylko spakować rowery

I wreszcie ruszamy ku nowej przygodzie..

Do Mariboru dotarliśmy późnym popołudniem i po krótkim zwiedzaniu starówki zrobiło się ciemno..

Znajdujemy lokal na jednej z klimatycznych uliczek starówki

I lokalnym piwem wznosimy toast za pomyślność naszego wyjazdu

W poszukiwaniu noclegu docieramy do Mariborsko Pohorje – położonego na obrzeżach Mariboru ośrodka narciarskiego z wyciągami, bike parkiem i wieloma innymi atrakcjami

Poranek przywitał nas słońcem – w nocy natomiast cieszyliśmy się z daszku bo padało.

A spaliśmy w takiej oto chacie używanej tylko w sezonie zimowym a w lato zamkniętej na głucho..

Taką kolejką gondolową postanawiamy wjechać na górę

No to jedziemy

A na górze piękny widok na cały Maribor

Wracamy do centrum położonego nad rzeką Drawa

I zaczynamy zwiedzać


Kościoły z zewnątrz i wewnątrz

Rynek – tym razem za dnia

Pod Mariborem słynącym z wyrobu win są olbrzymie piwnice udostępnione dla turystów


Można się tu zapoznać z techniką produkcji i przechowywania wina

I na koniec trasy spróbować lokalnych wyrobów

A ten niepozorny krzak winorośli na ścianie tego domu..

To najstarsza na świecie winorośl mająca około 400 lat i wpisana do księgi rekordów Guinnessa

Opuszczamy Maribor

Zwiedzamy małe miasteczka

Oraz jedziemy przez tereny rolnicze.. a przed nami góry..

Nasze miejsce noclegowe

O 8:30 rano my już w drodze

W mieście Celje spotkaliśmy takiego oto kolegę fotografa na rowerze 😉 (pomnik Josefa Pelikana –pioniera fotografii w Słowenii)

Zwiedzamy rynek

A wchodząc do informacji turystycznej można obejrzeć historyczne ruiny murów obronnych


Bardzo ładne to miasto

Jedziemy szlakiem rowerowym bocznymi drogami

Czasem nawet po szutrach

Docieramy do miejscowości Zalec – i kierujemy się najpierw do informacji turystycznej


Trafiliśmy na wyścig kolarski.. kolarzom kibicujemy razem z całym miasteczkiem 🙂

Następnie idziemy do parku w którym znajduje się chyba jedyna na świecie fontanna piwna 😉


Kolejno próbujemy różnych gatunków piwa

Bardzo nam się podoba tak spędzone upalne popołudnie 😉

Zanim wyjedziemy obowiązkowo zwiedzamy co się da..

Późnym popołudniem dotarliśmy do jaskini o nazwie Jama Pekel zlokalizowanej około 8km od Zalca

W środku cudownie chłodno (około 10 stopni)

Otoczenie jaskini jest bardzo urokliwe


Jedziemy dalej

Ściemnia się więc znajdujemy stodołę na nocleg

Budzi nas słońce o 6 rano

Wyjeżdżamy czym prędzej aby przed upałem zajechać jak najdalej

Przełęcz Kozjak – niezbyt wysoka ale i tak dała nam się we znaki

Widoki wynagradzają nam trudy podjazdu

Miasteczko Kamnik

Tradycyjne kartki wysłane

Upał dochodzi do 40 stopni.. Robert już nie ma siły jechać dalej


Ruszamy jak trochę upał zelżał.. czyli po godzinie 18

Czasem trzeba popatrzeć na mapę

Nasz kolejny nocleg

Radovljica – o 11:00 Robert ma już dość

Na rynku uzupełniamy wodę w bidonach

Oraz elektrolity 😉

Bled – na wyspie chyba najbardziej znany kościół w Słowenii

Orzeźwiająca kąpiel

Objeżdżamy jezioro dookoła

Zaczynamy wracać

I co teraz? Jechać? Nie jechać?

Pojechaliśmy..


Warto było 🙂 Piękna droga

W Kamniku podsumowujemy udany kolejny dzień wyprawy

Na kolację dziś frytki..

Nocleg – budka pszczelarza – na szczęście pszczół nie było 🙂

Cisza, spokój, dobra droga.. tylko gorąco

Na śniadanie burek

W Skofja Loka nad rzeką można poleżeć

I się wykąpać czekając na zelżenie upału

Wieczorem kibicujemy biegaczom

Po 20:00 wyruszamy na poszukiwanie noclegu

W nocy może padać więc taki daszek będzie w sam raz

Pobudka o wschodzie słońca

No to w drogę

Nie ma jeszcze upału i droga w cieniu.. całkiem dobrze się jedzie

Jest niedziela ale piekarnia otwarta

Na śniadanie tradycyjne burki

Idziemy na mszę do kościoła

Malowniczy strumień koło drogi

Tankowanie..

W cieniu da się jechać

W drodze do kolejnej jaskini


Spora ta „dziura” w ziemi


Tym razem nie udało nam się znaleźć daszku na nocleg.. i w nocy przyszła burza.. trwała 6 godzin!!! Wiało, lało, pioruny uderzały raz za razem.. Cała noc nieprzespana..

Rano trzeba wszystko wysuszyć

Rozmowy z ciekawskimi sąsiadami

Predjamski Grad – największy jaskiniowy zamek na świecie

Postojnska Jama – czekamy na wejście

W głąb jaskini jedziemy kolejką



Niesamowite formacje skalne.. warto było odwiedzić to miejsce

Po tak intensywnym zwiedzaniu trzeba coś zjeść

I poleżakować 😉

Ciekawa architektura

Kolejny nocleg pod daszkiem

O 7:00 rano już na szlaku

Krótki odpoczynek

Idziemy zwiedzać kolejną jaskinie – Skocjanska Jama

Tu również są piękne formacje stalaktytów, stalagmitów i stalagnatów

Największe wrażenie jednak robi most nad wąwozem z podziemną rzeką

Ta jaskinia ma inny charakter niż poprzednia


Wychodzimy najdłuższą drogą – dookoła dolinki

Pochmurzyło się..

Znajdujemy daszek

Jemy kolację

I kładziemy się spać

Rano zaczynamy od zwiedzania kamieniołomu

Jedziemy w kierunku słońca

Przerwa na zakupy

Odpoczynek gdzieś na górce..

Połączony ze śniadaniem

Serpentynki

Dojechaliśmy nad Cerknisko Jezero – największe w Europie jezioro okresowe

Niestety tylko tyle z niego zostało

Punkt widokowy na jezioro

W Cerknicy jemy kolację

I zostajemy na wieczornym koncercie

Nocleg

Słońce wstało – czas ruszać

Podziwiamy piękne widoki po drodze

Przerwa na upał

Śniadanio-obiad..

Orzeźwiająca kąpiel

Zawieramy nowe znajomości z tubylcami 🙂

Słońce już nisko nad horyzontem – jedziemy w kierunku stolicy

Po 20:00 docieramy do Ljubljany – do centrum jednak jeszcze spory kawałek


Spacerujemy po starówce

Widok na zamek z wieczorną iluminacją

Nocne zwiedzanie

Arkade Bar – tu postanawiamy zjeść coś lokalnego na kolację


Tradycyjne słoweńskie potrawy np. zupa Jota, czy lokalna kiełbasa

Nocleg w parku

Rano zwiedzanie zaczynamy od pałacu znajdującego się w parku w którym spaliśmy

Lokalny targ warzywny


Na śniadanie kolejne burki.. to już tradycja 🙂


Kolejką wjeżdżamy na górę zamkową

Zwiedzamy zamek


Widok z zamkowej wieży na całe miasto

Muzeum zamkowe

Dziedziniec zamkowy

Ljubljana to miasto smoków.. można je spotkać w wielu miejscach

Na jednym z placów spotkaliśmy sztuczny deszcz 🙂

Spacerujemy zabytkowymi uliczkami

Gdzie spotykamy ciekawe budynki

Siesta w parku


Wchodzimy do ciekawego lokalu – Sarajevo’84


Gdzie na kolację zamawiamy typowe jugosłowiańskie potrawy

Nocleg w tym samym miejscu

A tak pięknie był ozdobiony rower Aliny

Muzeum kolei – wejście za darmo!

Można tu zobaczyć odrestaurowane parowozy

Drezyny i wiele innych rzeczy związanych z koleją

Eksponaty są również „pod chmurką” – często czekając na remont

Tak wygląda nasz obiad

Najedzeni idziemy zwiedzać browar Union

W oczekiwaniu na wejście

Mamy osobistego przewodnika 🙂

Ale beczka!

Stara maszyna do butelkowania

Taki „kufelek” to ja rozumiem 😉

Na koniec degustacja kilku lokalnie produkowanych gatunków piwa

Powoli kończymy naszą wyprawę i wznosimy toast za to co udało nam się na wyjeździe

Jeszcze tylko kolacja

W oczekiwaniu na autobus

Czas się przygotować do odjazdu

Rowery zapakowane – kierunek Praga

W Pradze jest 42 stopnie w cieniu i dodatkowo niestety mamy problem.. dostaliśmy sms, że autobus który miał nas zabrać do Wrocławia z przyczyn technicznych nie zabierze rowerów! I co teraz.. okazało się że możemy pojechać następnym 2 godziny później.. Dobrze, że tylko 2 godziny nie 2 dni czekania.. no ale do Wrocławia według rozkładu mamy dotrzeć 5 minut przed odjazdem pociągu na który mamy bilety.. Chyba będzie problem zdążyć.. ale nie ma alternatywy.. musimy tak pojechać..

Uff.. udało się zapakować – ruszamy do Polski

We Wrocławiu okazało się, ze pociąg ma spóźnienie 1,5 godziny.. czekamy więc na dworcu kolejowym

W pociągu przygód ciąg dalszy.. brak naszego wagonu – jednak jedziemy.. tylko musimy siedzieć na podłodze.. niezbyt to komfortowe jechać tak przez pół Polski.. dodatkowo przez opóźnienie nie będziemy mogli przesiąść się w Inowrocławiu na pociąg do Torunia.. Na szczęście Intercity zaproponowało przesiadkę w Bydgoszczy..

Do Torunia docieramy jakieś 3 godziny później niż planowaliśmy.. czyli około 2 w nocy a Alina rano idzie do pracy..

Jeden z najpiękniejszych widoków na świecie.. panorama Torunia – zawsze nas zachwyca kiedy wracamy

Nasza trasa. Przejechaliśmy 560km
To był ciężki wyjazd z powodu niedyspozycji Roberta, temperatur oscylujących w okolicy 40 stopni w cieniu i sporych „górek”. Cieszymy się, że dużo udało nam się zobaczyć i że bezpiecznie i w jednym kawałku wróciliśmy. Słowenia potrafi zachwycić.. Było warto 🙂
